Pewnego lata w Bieszczadach pewna dziewczyna obdarzyła mnie przydomkiem "Harny". Nie wiedziałem, co to znaczy po ukraińsku, ale spodobało mi się. Niestety, dziewczyna miała już męża, leśniczego, a on miał strzelbę. Pod moim pierwszym opowiadaniem, które działo się w Bieszczadach, podpisałem się "Harny" i tak już zostało.
W stosownym wieku nie chciało mi się uczyć, więc parę lat robiłem za fizycznego w kombinacie siarkowym pod Tarnobrzegiem. Wyleczyło mnie to z wiary w klasę robotniczą.
Kiedy wydałem pierwszą książkę, znalazłem lżejszą pracę w gazecie i wkrótce wyzbyłem się złudzeń, że czwarta władza jest bardziej niepokalana od trzech pozostałych. Zamieszkałem w Krakowie, bo spodobało mi się, że w tym mieście wszędzie można dojść piechotą. Czar prysł, kiedy się przekonałem, że i tu w rzeczywistości rządzą cykliści.